Ohhhh... Jak się Kid uprze, to już nic nie pomoże, ale za to go chyba lubię. Zamiast spać, polować czy cokolwiek innego szwendam się po borze w poszukiwaniu czegoś, co raczej nie istnieje, ale ok - czego się nie robi dla przyjaciół?
Szliśmy, szliśmy i okazało się, że zasada " Im dalej w las, tym więcej drzew" się sprawdza. Ja oczywiście, jako wykwalifikowany tropiciel musiałam podejść do tego profesjonalnie:
- Sami nie przeszukamy takiego obszaru. Rozdzielamy się - ja idę w prawo, Ty w lewo.
- Hej, a dlaczego ja akurat w lewo? To gorsza strona... - popatrzył na mnie z wyrzutem
- No ok, mogę iść w lewo, jeśli chcesz - uśmiechnęłam się i pobiegłam w swoim kierunku zanim Kid zdążył cokolwiek odpowiedzieć. W powietrzu czułam zapachy zwierząt i, co akurat dziwne, smród zgnilizny. Udałam się w tamtym kierunku, odnalazłam jaskinię i bez wahania do niej weszłam. Moją uwagę zwróciła świecąca w ciemności skrzyneczka. Wzięłam ją w pysk i pobiegłam podzielić się odkryciem:
- Hej! Spójrz co znalazłam! - pokazałam pudełko
- Skąd to masz?
- Z groty.
- Mogę ją zobaczyć? - spytał. Pomaszerowaliśmy tam, gdzie do niedawna stała jaskinia, teraz nie było po niej śladu.
- Chwila, gdzie ona jest? - byłam zaskoczona
- Mniejsza z tym, otwieram skrzynkęy?
- Jasne! - podniosłam łapą wieko
< Kid, dokończysz? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz