Chcąc odciągnąć Kid'a od smutków, wydłużałam czas zabawy. Tak aż do zmierzchu, kiedy to on zorientował się, ile to wszystko trwa. Znów począł rozmyślać o sensie życia i egzystencji.
- Chodź, porysujemy sobie kwadraty - zaczęłam bazgrać pazurem na piasku figury - A jak się uspokoisz, to może nawet koła! - powiedziałam zachęcającym tonem. Wtedy on wyskoczył w górę na dwa metry i wydał z siebie jakiś nieartykułowany dźwięk, chyba się ucieszył. Później śpiewał piosenkę o liczbie Pi i obwodach okręgu. Jojciu, nie wiedziałam że symetria może tak kogoś uszczęśliwić... Aż do północy wykreślaliśmy osie symetrii, później skończył mi się zbiór zadań. Zwróciłam oczy ku niebu i zauważyłam, że mamy pełnię
- Spójrz jaki ładny księżyc, jest taki symetryczny! - uśmiechnęłam się
< Kid, dokończysz? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz