Zapoznaliśmy się, a potem poszliśmy wszyscy w kierunku Death City. Zaczęło robić się coraz jaśniej, kształty stały się wyraźniejsze. Słońce powoli wznosiło się ponad horyzontem. Nagle Galaxy zaszła mi drogę:
- Hej, chwila! Co ty masz w pysku?
No tak, zupełnie zapomniałam o drewnianej skrzyneczce!
- To moja śniadaniówka. - odparłam zupełnie poważnie
- Śniadaniów... Ach tak, śniadaniówka! - potwierdził Kid
- Obiecałeś, że mi ją odniesiesz do mojego budynku, czyż nie? - trzeba było coś wymyślić. Gdybyśmy powiedzieli prawdę kolejny wilk poznałby Tajemnicę Śmierci, a mój przyjaciel wpadłby w jeszcze większe tarapaty...
- Jasne, już biegnę! - odebrał ode mnie pudełko a po chwili straciliśmy go z oczu. Chcąc dać mu czas na załatwienie wszystkich spraw zboczyłam z trasy, wilczyca poszła za mną. Co chwila zatrzymywałam się przy jakimś kwiatku obwąchując go. " A to wszystko przez jakiś durny amulet" - pomyślałam. Normalnie nie zachwycałabym się każdym napotkanym zielskiem...
< Kid, Galaxy, dokończcie >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz