Leżałam sobie na łóżku w pokoju. Myślałam o tym kiedy i gdzie zacznę rodzić. Był wczesny ranek, tak około 7:00 godziny ludzkiej. Nie sądziłam, że o tak wczesnej porze mogłabym urodzić.... Ale myliłam się. Poczułam mocne kłucie, a następnie ból, jakby coś rozrywało mnie od środka.
-Soul....-wyjąkałam cicho.-Soul...!-krzyknęłam głośniej.-Soul!!! Gdzie ty do ch****y jesteś?!?!!!!
Przybiegł Soul.
-Przepraszam. Nie słyszałem cię... To już?
Kiwnęłam głową na "tak". Soul pobiegł po Galaxy. W końcu przyszła. Ku jej zdziwieniu cztery śliczne szczeniaczki już leżały koło mnie. Poradziłam sobie sama! I to całkiem szybko.
-Ale Kiiyuko, jak? Myślałam, że będzie trudniej...-zaczęła Galaxy.
-Jak widać nie...
-A jata cała twoja Tikiya? Są cztery?
-Tak. Ale ona jest najmniejsza i wszystkie ją odpychają.-spojrzałam na małe ciałko Tikiy. Próbowała naślaać resztę i chciała chodzić, ale co cha uała i płakała.
-Heh... Śmieszna jesteś mała!-zaśmiał się Soul i pogłaskał szczeniaka po głowie, a ona natychmiast sięprzytuliła do jego łapy.
-Soul!-powieiała uroczym i dzieciencym głosem głosem.
-Mała Nie trzymaj mnie tak mocno, bo mi krew nie będzie dochodzić do łapy.-wilk usiłowal odczepić Tikiyę od łapy, ale ona była jakby przyklejona do jego ciała.-To już bez znaczenia.... Jest jakiś basior?
-Jeden. Są trzy wadery jeden basior.-zerknęłam na pozostałe szczeniaki. Basior spał, a waderki już próbowały się gryźć.
Soul?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz