Do Death City wparowało ze 300 wilków i parę szczeniaków. Soul patrzył na mnie, a ja zeszłam po schodach do przywódcy tej watahy.
-Czego tu chcecie?-spytałam poważnie patrząc wilkowi w oczy, na wszelki wypadej jakbym musiała szybko go spalić od środka.
-Widzę, że wiedzieliście wspcześniej, że przyjdziemy was odwiedzić.-odparł drliwie wilk
-To nie jest odpowiedź.
-Heh! Spokojnie kotku! Nie wiesz, że stres i agresja szkodzi urodzie?-wilk myślał, że mnie zgasił, ale mnie nie da się zatkać..... Prawie.
-Oooooo.....! To ty chyba dużo się wkórzasz!-zerknęłam na armię wilka.
-Coś ty powiedziała?!
-Pstro skarbie, pstro!! Na takich jak ty, to nawet mi mojej mocy szkoda!
-Wilk warknął i rzucił się na mnie, ale Soul go wyorzedził i zanim wilk zdążył wylądować, Soul napadł na niego i zaczeli się bić.
-Dddoo.... Ataku!-wysapał wilk duszony przez Soul'a.
-Ej słyszeliście?! Można już się bawić!-krzyknął jeden ze szczeniaków, podbiegł do mnie i pokazał mi język.
-Taaaa. Bardzo szmieśne mały, ale szkoda mi na ciebie czasu..... Lovii!! Zabierz go!
Przybiegła Lovi i zabrała makucha w głąb lasu. W tym czasnie reszta wilków napadła na Death City. Zauważyłam, że 15 wilków przedostało się i chciało wejść do Schibusen.
-Co to, to nie!-krzyknęłam do siebie i zaczęłam biec w stronę budynk, ale zanim tam dotarłam Hares sprzątnąl wilki, jednym machnięciem ogona.
-Dzięki Hares.
-Żaden problem. Stanę na straży Shibusen. Moje moce żywiołów mogą się przydać.-mówiąc to Hares ozinął budynek ogonem. Hares mimo swojego wileku jest bardzo dużym smokiem. A nawet największym ze wszystkich. W księdze magii Merlina, wyczytałam źe smoki czterech żwyiołów, obchodzą urodziny co cztery lata. Czyli Hares ma na prawdę cztery tysiące lat! No to na serio lekka przesada.... Szybko pobiegłam walczyć. Soul zamienił się w kosę.... Nie wiem po co, ale fajnie się nim kosi głowy wilków (XD).
Soul?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz