Miała być impreza, a tu wojna! Niefajnie, bardzo niefajnie... Nie jestem wojowniczką z zawodu, nie odgrywam istotnej roli w wojnie - czekam w rezerwie. Inne wilki są zajęte, więc ostatnio czas spędzam sama. Moją towarzyszkę Rarity również wywiało na pole bitwy. Ech, nudy...
Udałam się do Boru Fal tropić jednorożce, lecz i to zajęcie również nie dawało mi satysfakcji. Podeszłam do strumyka. Nagle usłyszałam jakiś szelest, gwałtownie się odwróciłam. Ujrzałam wielkiego, obcego wilka który prężył się do skoku. Nagle świst - wilk był już trupem. Przy jego zwłokach piórka czyścił śliczny, czarny gryf i ciekawie na mnie spoglądał.
Podeszłam do niego, a on pomachał ogonem i puścił mi oczko. Przed chwilą go spotkałam, a czułam się, jakbym znała go całe życie. Nagle zwierzę wydało z siebie dziwny dźwięk podobny do śpiewu.
- Nie umiesz mówić? - spytałam, siadając na ziemi. Stworzenie zatrzepotało jednym skrzydłem, zbliżyło się do mnie i tryknęło mnie łbem.
Chwilę siedzieliśmy, w milczeniu, a później wyszliśmy z boru jako przyjaciele i towarzysze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz