Wzięłam szczeniaki do pokoju.
-Dzieci, wiem że to może być dla was trudne, ale....
-To nie będzie trudne!-krzyknęła Bloodspill.-Mi nie są straszne jakieś głupie wilczki!
-Bloodspill, ale zrozum. Szczeniaki nie mogą plątać się w wojnę. Muszę was ukryć!
-Ale mamo!-odezwała skę Tikiya.-My możemy pomóc! Swift i Blood bendą walczyć, ja bendę kazała niektórym wrogim wilkom, żeby walczyły po naszej stronie, a Diego i Leonirra bendą uzdrawaić rannych łzami!
-Tak! Mnie się ten pomysł podoba.-poparła siostrę.... Bloodspill! A ona zwykle dokucza małej Tikiy.
-W sumie mamo.... To ja też się dołanczam do tego.-dodała Swiftkill
-I ja!-powiedział Diego.
-Ale dzieci! Jesteście jeszcze małe.... Może wam się stać krzywda!
-A niech się stanie! Diego nas wyleczy!-powiedziała Blood i spojrzała pogodnie na brata.
Nagle do pokoju wpdał Elrath.
-Wataha jest około trzy kilometry od Death City!
Spojrzałam zaniepokojona na szczeniaki.
Tikiya, albo Swiftkill, dokończycie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz